|
muncia.blog.pl rites de passage Listopad miesiącem przemian. Mój ojciec przestał być abstynentem, ja poszłam do kosmetyczki, a Dziadzia do nie-gejowskiej sauny. życie jest pełne niespodzianek. muncia | 2009-11-11 | skomentuj . Oczywiście już mi przeszło, ale nie usunę tamtej notki, bo jest zbyt zabawna. Choć tak na marginesie, to parę osób faktycznie wypieprzyłam ostatnio z komórki. muncia | 2009-11-10 | skomentuj świat zmierza ku zagładzie Generalnie świat działa tak. Jeden typ mężczyzn poluje na mamuty. Ponieważ upolowanie mamuta wymaga pewnej biegłości, pierwszych parę lat prób uwieńczonych jest fiaskiem. Przez ten czas mężczyzna żyje na garnuszku kobiety, która karmi go zebranymi przez siebie korzonkami (wkrótce, zapewne z nudów, kobieta wynajdzie rolnictwo, ale to potem). W końcu mężczyźnie udaje się upolować mamuta. Doszedłszy do wniosku, że jest już biegłym myśliwym, uznaje, że nikogo w życiu nie potrzebuje i odchdzi wraz ze swoim mamutem w siną dal, wcześnej - rzecz jasna - odwdzięczając się kobiecie za opiekę - ważąc w duchu korzonki uznaje, że i tak były niedosmażone, poza tym jako niskoenergetyczne warte są najwyżej pół trąby. Drugi gatunek mężczyzn siedzi w jaskini i zadowala się malowaniem mamutów na skałach oraz kontemplacją ich. Takiego kijem nie wygonisz, żeby poszedł upolować kreta albo wiewiórkę. Trzeci typ, pośredni, ponoć istnieje, ale nie spotkałam. Sęk w tym, że ani jeden ani drugi nie nadaje się do wychowywania potomstwa i jest kobiecie na chuj, pun intented, potrzebny. Ludzkie młode ma zbyt wielką głowę, odruch chwytny Robinsona w zaniku i na dodatek straciło w toku ewolucji (o ile można to tak nazwać) chwytność stopy. Nie utrzyma się matki. By prowadzić skuteczny chów człowiekowatych potrzebne są dwie pary rąk, i to jest właśnie główna pomyłka ewolucji. Nie mam za złe mężczyznom, że lubią mamuty. O gustach, jak to mówią, się nie dyskutuje. Mam za złe matce naturze, że pozbawiła moje potencjalne młode przeciwtawnego palca u stopy. Problem dałby się rozwiazać, gdyby ludzie żyli w dużych, ścisłych skupiskach. Wielkich rodzinach. Komunach. Niestety, jakoś nie chcą. Nikt mnie nie słucha, kiedy mówię, że to jedyna Słuszna Droga. Powinnam zostac prorokiem. Jestem zła na siebie. Za to, że uwierzyłam, że ludzie potrafią stać się rodziną z wyboru. Że ludzie mogą na siebie liczyć. Że wystarczy powiedzieć: tak, będe o ciebie dbać, bo jesteś dla mnie cenny. I że do tego nie potrzeba więzów krwii ani papierów cywilnych. Wydawało mi się to takie logiczne, takie oczywiste. Wydawalo mi się, że mamy to zapisane w naszej biologii, zakodowane w genach. Przeciez tylko tak może przetrwać gatunek. Gdybyśmy mieli być samotnikami, jak żaby, nasze młode od razu umiałyby pływać. I miałyby ogonki. Wydawało mi się, że troska o siebie nawzajem jest podstawowym prawem natury. Dwie osoby wyciągnęłam z załamania nerwowego. Takiego prawdziwego, godzin spędzonych na telefonie, kiedy ktoś miał doła, nie liczę. Zarywałam zajęcia, bankrutowałam na telefonach. Kiedy trzeba było wypłakać się po byłym, dowiedzieć się, co oznacza skrót 1Kor albo sprawdzic pracę zaliczeniową, szło się do mnie. Kiedy znalazłam gotówkę na ulicy, kupiłam przyjaciołom obiad. Trochę śmieszne, że pamiętam o tym w tej chwili. Ale kiedy sama mialam załamanie nerwowe, kiedy wrócilam na psychotropy, uodporniłam się na relanium, stilnox żarłam jak miętówki, gryzłam z rozpaczy własne ręce i bałam się wracać do własnego domu, nagle nie było nikogo. Nie chodzi nawet o to, że ktoś się na mnie wypiął. Ludzie rzadko wypinają się wprost. Większość nie dopuściła do świadomości, że jest ze mną naprawdę źle i zwyczajnie poszła sobie, bo miała dość mojego zrzędzenia. Rozumiem, że byłam średnio ciekawym parterem do rozmowy, ale na litość boską, większość z nich też nie jest Seneką. popularny rysunek z groty skalnej w lascaux. Na pierwszym planie, prawdopodobnie dorysowany później, srający nosorożec. W głębi szaman z głową ptaka i fiutkiem w zwodzie, przydeptany przez bawoła, któremu wyciekają flaki.
muncia | 2009-11-10 | skomentuj plusy mieszkania samemu.
muncia | 2009-11-07 | skomentuj robienia sobie wrogów ciąg dalszy Internet pełen jest idiotów. Media elektroniczne mają tą wadę, że weryfikują zdolności komunikacyjne człowieka wolniej, niż tradycyjne. Większość idiotów nie zdołałaby się z tobą skomunikować tradycyjnymi metodami. A internetem dają radę. Zakładają, na przykład, sklep internetowy. Wysyłam więc ofertę ze zdjęciami ubrań w załączniku, z ich (szczegółowym) opisem zawierającym rozmiarówkę i rodzaj tkaniny w osobnym pliku, i grzecznie pytam, czy s&p jest zainteresowane współpracą. Odpisuje mi miła pani, stwierdzająca, że owszem, czemu nie. Pytam więc, co w związku z tym. A pani na to, że musi zobaczyć zdjęcia. Wysyłam więc zdjęcia ponownie. Pani milczy 3 miesiące. Pytam czy jest zainteresowana w dalszym ciągu, a ona, że chętnie, ale musi zobaczyć zdjęcia. Wysyłam więc zdjęcia po raz trzeci. W końcu udaje mi się ustalić, że koordynatorka jednego z największych w polsce sklepu internetowego nie potrafi otworzyć winzipa. Wysyłam zdjęcia pojedynczo, razem z polikem zaiwerający (szczegółowy) opis. W mailu zwrotnym pani pyta, z jakiej tkaniny są ubrania. Kopiuję więc opis i wklejam w treść maila. Pani nie odpisuje. Pół roku później ponawiam próbę pisząc do samej szefowej, wysyłając zdjęcia i (szczegółowy) opis w załączniku. Pani odpisała, że chętnie, ale musi zobaczyć zdjęcia. Wysyłam więc zdjęcia załączone pojedynczo, a opis wklejam w treść maila. Pani, jak się słusznie domyślacie pyta o rozmiarówkę i - o zgrozo - o zdjęcia. Wysyłam je więc ponownie ze (szczegółowym) opisem, na zdjęciach getry, sukienki wieczorowe i podkoszulki. A pani pyta, czy mamy coś pret-a-porter. Odpisałam, że haute couture nie prowadzimy i chyba ją obraziłam, bo już nie odpisała. Część sklepów internetowych nie odpisuje w ogóle, i tym jestem wdzięczna. Nie marnują mojego czasu. Albo bulvar pl, który wyszedł z propozycją współpracy barterowej. Barter - czyli - wymiana. Ja coś daję, ty coś dajesz. Zaproponowałam, że jako zapalony i siedzący w branzy tekściarz dostarczę im z 5 tekstów na różne, co ważne, tematy. A oni zpytali, co z tego będą mieli. Zdarzają się też detaliści-utopiści, którzy mailowy komunikat "uszyjemy dla państwa sklepu kilka egzemplarzy" odczytują jako "zostanie dla państwa zaprojektowana osobna kolekcja, na wyłączność państwa sklepu". Oj, mówię wam, jaka potem była zabawa. Słowo pisane jest medium dalece niedoskonałym. Ogólnie rzecz biorąc tęsknię za czasami, kiedy interesy załatwiało się przy kawie. Co ja gadam. Przecież niecierpię kawy. muncia | 2009-11-06 | skomentuj są 2 możliwości albo szlag trafił licznik odwiedzin, albo coś pomieszało się w googlach i mój blog wyswietla się po wpisaniu hasła "bezrobocie strukturalne". muncia | 2009-11-06 | skomentuj tak, tak tak tak, kajam się i o wybaczenie proszę. Nigdy nie byłam szczególnie dobrze zorganizowana, poza tym, jestem leniwa. I tak to cud, że zrobiłam takie piorunujące postępy w swoim życiu: 1. nie wpadam już w histerię częściej niż raz na 2 tygodnie. 2. przygotowuję reguralnie 6 wykładów tygodniowo 3. maluję paznokcie 4. zapisałam się do kosmetyczki O.O 5. Poszłam na halloween, grałam w bilard i tym razem udało mi się nie rzucić kijem. czy wobec tak piorunujących postępów, można wymagać jeszcze ode mnie, bym pamiętała o aktualizacji bloga? Cały zapas bycia dowciapnym, mądrym zgrabnym i powabnym wykorzystuję przy studentach. muncia | 2009-11-05 | skomentuj jak stworzyć coś z niczego Ostatnio przeżyłam swój malutki triumfik. Mianowicie udało mi się wmówić ludziom, że przedstawienie 12 ledwie zdjęć z jednej ledwie sesji prezentującej 8 ledwie strojów na jednej ledwie modelce, jest gleboko przemyślanym zamysłem, a nie pieczeniem trzech pieczeni na jednym ogniu. Wystawa prezentuje projekty Małolata w obiektywie O. Chciałam zrobić mini-wystawkę zdjęć O., głównie, żeby pokazać temu nierobowi, z jaką łatwością można to zrobić. Wystarczy znaleść odpowiednio zmotywowaną siłę roboczą ;p Zaprzęgłam więc do roboty Małolata, mówiąc mu, że przecież to głównie jego wystawa. I w dwa dni wystawa była zrobiona. Małolat zadowolony, ja zadowolona, O. nie marudzi. Pozostało mi tylko wyjaśnić zgromadzonej publiczności (sporej, większej nawet, niż się spodziewałam), że nazwanie wystawki zdjęć wystawą projektanta, było jak najbardziej świadome i celowe. Khem Khem. Sesja zdjęciowa przypomina plan filmowy. Tak, jak film, zdjęcie ma trzech zasadniczych twórców - projektanta, fotografa i modelkę. Projektant, odpowiednik scenarzysty, dostarcza materiału, na którym pracuje fotograf-reżyser. Tak, jak scenarzysta, projektant może więc albo poddać się wizji fotografa, albo próbować przeforsować własną. Ponieważ żadne dzieło nigdy nie powstaje w próżni, tworząc kolekcję, projektant świadomie czy nie, umieszcza ją w określonym kontekście, wśród własnych skojarzeń, wspomnień i emocji. Fotograf, który dostając w swoje ręce ubrania najczęściej otrzymuje wraz z nimi jedynie strzępek kontekstu, zwykle buduje w oparciu o nie własną historię, i to ją chce opowiedzieć zdjęciem. Zdjęcie zawsze jest więc wynikiem pewnej małej wojny między znaczeniami nadanymi kolekcji przez projektanta i przez fotografa. Modelka, jeśli jest dobrą aktorką, potrafi wejść w rolę, jaką nada jej reżyser-fotograf. Jeśli jest słabą aktorką, z sesji nic nie wyjdzie. Najpiękniejsza dziewczyna, pozbawiona zdolności aktorskich, nigdy nie zostanie profesjonalną modelką. Każda sesja zdjęciowa wymaga bowiem umiejętności pokazania ciałem tego, czego oczekują od modelki twórcy. Dziewczyna staje się elementem większej całości i od jej osobowości zależy, czy doda zdjęciu własnych znaczeń. Do dyspozycji ma ograniczone środki wyrazu - swoją mimikę, swoje ciało, spojrzenie. By grać bez słowa i ruchu, potrzebuje, bardziej niż aktorka, pełnej wiedzy i pełnej kontroli nad każdym milimetrem kwadratowym swojego ciała. Modelki nie mające tej umiejętności mogą - dzięki określonemu typowi urody i określonym nawykom prezentowania ciała - dobrze zagrać te role, które odpowiadają ich naturalnej postaci. Ale tylko prawdziwie utalentowana dziewczyna wcieli się w każdą postać, którą będzie miała zagrać. Dopiero owocna współpraca albo równie owocna wojna między tymi trzema pozwoli stworzyć dobre zdjęcie. podpisano Muncia Zła kurator wystawy ![]() Wystawa wczoraj powinna zostać zdjęta, ale kierownictwo nie chce jej oddać. Używa jej do deprymowania Wrogów. Zapadła więc decyzja, że przewieszona zostanie jedynie w inne miejsce. muncia | 2009-11-05 | skomentuj ;F
muncia | 2009-11-02 | skomentuj Lista ludzi, którym ja kiedykolwiek pomogłam, i lista ludzi, którzy mi kiedykolwiek pomogli, ma najwyżej 10% punktów wspólnych. Są to, oczywiście, bardzo ważne punkty wspólne. Większość listy zajmują swoimi grubymi dupami M. i O. Niemniej jednak, nawet kiedy uzna się mój wkład w korektę cudzych magisterek i tym samym dopisze się na listę kościstą dupę robalową (robaczaną?), to jest to lista bardzo krótka. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że to bezinteresowna pomoc smakuje najlepiej. Oczywiście, pod warunkiem, że jest się tej pomocy biorcą ;F żebym tak jeszcze nauczyła się bezinteresownie dawać. Nie marnowałabym dziś czasu na plucie emocjonalnym jadem na ludzi, którzy pięć lat temu kilka miesięcy żyli z mojej krwawicy. muncia | 2009-10-27 | skomentuj the best of
muncia | 2009-10-25 | skomentuj na głowie kwietny ma wiaaaanek, w ręku zielooony badyyyylek
Ależ ze mnie malkontent. Przemawia przeze mnie polonizm, cynizm i olgizm. Tak naprawdę podoba mi się ta kolekcja Watanabe i patrząc na tuniki w kratkę i obcisłe garniturki, zastanawiam się, kiedy będzie mnie na takie stać (prawdopodobnie nigdy, bo nim zarobię pierwszy milion, dwa wydam na dziecko. Cierpię na wrodzony matkopolanizm, to taka choroba przekazywana przez gen recesywny chromosomu X). Ale, poza tym, że ładne i zgrabne, one są, jakby to ująć, sztampowe. Choć może to nie fair co sezon oczekiwać od każdego Japończyka cudu jasnowidzenia. Ciekawe, co się stało z Martinem Margielą. Myślę, że jest w niewoli u Palestyńczyków i trwają tajne negocjacje o jego uwolnienie.
muncia | 2009-10-21 | skomentuj P.K.P. w celu ustrzeżenia przed zapomnieniem, Robal smsujący z pociągu:
muncia | 2009-10-21 | skomentuj chce taki. stojak na butelki do wina autorstwa shahara pelega. Kosztuje tylko 49 dolców. A podobno gość sprzedaje in small amounts. Tjaa. 5 minut później: update. Poszukując zdjęć które mogłyby mi przybliżyć zasadę działania urządzenia (środek ciężkości, równowaga masy, blablabla. zawsze byłam kiepska z fizyki), natknęłam się na pewną japońską stronę. Bo Shahar Peleg oczywiście żyje głównie z Japończyków. Strona może i japońska, ceny może i w jenach, ale detal ewidentnie polski. Chciałoby sie powiedzieć: nasi tu byli.
muncia | 2009-10-20 | skomentuj człowiek-golarka
Oglądałam nowoczesne wózki inwalidzkie (nieważne) i nadziałam się na jeden z symptomów końca świata. muncia | 2009-10-10 | skomentuj . na uczelni mają bardzo specyficzny system dystrybucji papieru toaletowego. Mianowicie. Wielka rolka papieru toaletowego zawieszona jest nie w kabiniach, ale przed kabinami. Dziś przekonałam się jak bardzo utrudnia to zmianę decycji o charakterze wizyty w toalecie w trakcie jej trwania. muncia | 2009-10-10 | skomentuj kupa! Mniej więcej do epoki modernizmu sztukę utożsamiano chyba z pięknem. Tak mi się przynajmniej wydaje. Może nie zawsze i wszędzie różnicowano jakościowo malarstwo względem garncarstwa czy szewstwa, ale piękno doceniano zawsze - piękno, harmonię, ład i przyjemność dla oka. Dlatego właśnie, kiedy już artystom udało wybić się na niepodległość, nazwali swoją dziedzinę sztukami pięknymi - w odróżnieniu do sztuk - czyli umiejętności - pospolitych, takich jak wspomniane garncarstwo choćby. I co, dupa, ledwo dorobili się własnej nazwy, już należało ją zredefiniować, wprowadzając dodatkowy zamęt w podręcznikach (i dając mi stuprocentową pewność, że z wyjaśnieniem ledwo czterech pojęć - sztuka, piękno, design i wzornictwo, nie wyrobię się na jednym wykładzie). Bo sztuka nie musi być piękna. Tak naprawdę istotne są dziś dwie definicje sztuki, dodajmy, sprzeczne. Raz - sztuką jest to, co się za sztukę uważa. Dwa - sztuką jest to, co ogół ludzi sztuki, czy szerzej mówiąc, odbiorców, za sztukę uzna. W praktyce rozchodzi się o to, czy jeśli ja zrobię kupę na środku ratusza i pokoloruję ją sprayem na różowo, to będzie to sztuka. Bo jeśli wydalaczem kupy będzie Terrence Koh, jest duża szansa, że pomysł chwyci. Jeśli uznamy, że kupa kupie nierówna, analogicznie, gdyby monę lisę namalował nie da vinci, ale dziadek tadek, który trzymałby ją w piwnicy, mona lisa nie byłaby dziełem sztuki. Musimy więc chyba z bólem uznać demokratyczną równość kolorowych kup. Blog.pl (co za nowoczesne medium informacji) poinformował mnie, że w Zachęcie - zapewne jako element multimedialnej instalacji, zakładając że samo słowo instalacja reguralnie poszerza swoje znaczenie - wyświetlany jest pierwszy w Polsce gejowski film porno. Radziejowski zrobił z niego element wystawy złożonej niemal w całości z zawartości magazynów Zachęty (rozumiem, że film też się w nich znajdował). W związku z tym toczy się polemika, czy jest to sztuka, czy nie jest to sztuka. Ogół społeczny uznał, że i owszem. Radując się otwartością umysłów polskiej młodzieży, wszystkich wielbicieli równouprawnienia kup zapraszam więc do obejrzenia równouprawnionych polskich gejowskich fiutków, na stronie xtube.com można nabyć film starszy od tego wyświetlanego o dwa lata. Jeśli Radziejowski myślał, że uda mu się wmówić opinii publicznej, że jest to pierwszy taki film, to z całym szacunkiem, facet musi być hetero. muncia | 2009-10-08 | skomentuj diane
tego się nie da nie zacytować: muncia | 2009-10-08 | skomentuj top 5
Wielkie oczy to atrybut całkiem niedużej części posążków sumeryjskich. Ta maniera trwała krótko, no, może 200 lat. Właściwie trudno mi tu mówić o oczach, wygląda to trochę tak, jakby w figurce o wysokości dwulitrowej koli odciskali jako oczy denka butelek po litrowym piwie. Wszystko wskazuje na to, że denka od butelek znano przed butelkami, tyle że używano ich do innych zastosowań. muncia | 2009-10-04 | skomentuj . malcu próbował mi wcisnąć kota. skończyło się na tym, że jestem szczęśliwą posiadaczką nowego pluszowego misia. Przerwa w nadawaniu. Mam 7 półtoragodzinnych wykładów do przygotowania, a wątpię, żeby któregoś z moich szacownych czytelników interesowała sztuka sumeryjska. muncia | 2009-09-25 | skomentuj wieś.
muncia | 2009-09-23 | skomentuj no proszę. Jeszcze 10 dni temu wiłam się jak ten piskorz usiłując związać koniec z końcem i nie zwariować przy tym do reszty, osiem dni temu mnie olśniło, a siedem dni temu byłam już szczęśliwą pracownicą polskiej budżetówki. Nie ma lepszego miejsca na przetrwanie recesji niż uczelnia :) W chwili obecnej siedzę co prawda zakopana w książkach po uszy i czuję się jak uczniak, ale odnoszę wrażenie, że przy tym, co wyprawiało się w moim życiu przez ostatni rok, wykładanie 3 przedmiotów na 1, 2 i 3 roku wzornictwa to będzie pikuś. Pan pikuś. ;] muncia | 2009-09-20 | skomentuj Oleg-olga, czyli człowiek, który skremował kota.
muncia | 2009-09-12 | skomentuj pamięć wybiórcza
O tym, że mężczyźni mają pamięć wybióczą, wiadomo nie od dziś. Niejedną książkę na ten temat napisano i nie jeden amerykański psychlog na tym zęby zjadł. M. ma jednak pewien szczególny rodzaj pamięci wybiórczej, objawiający się tym, że nie tylko nie pamięta o tym, co miało miejsce, ale też pamięta rzeczy, które miejsca nie miały. Podobnie zachowuje się mój tata, mający z M. tyle wspólnego, że też jest trudnym w obsłudze geniuszem. Ale jemu jednak syndrom zaczął się po 25 latach malżeństwa, a u M - po 2 latach spędzonych pod wspolnym dachem. muncia | 2009-09-12 | skomentuj mała muncia rozmawia ze swoim guru
20:08:14 ja:
20:08:22 ja: i co myslisz?
muncia | 2009-09-11 | skomentuj , cóż, wszyscy popełniamy błędy ![]() (jen kao spring 2010 rtw) muncia | 2009-09-11 | skomentuj co prawda, to prawda
muncia | 2009-09-06 | skomentuj inspiracje Udało się wreszcie zakończyć (przynajmniej mi) zabawę z kolekcją jesień/zima. Finalna sesja wypełzła z Olowej jaskini, gdzie wśród książek, lampek choinkowych i kotów z cukrzycą, autyzmem oraz alzheimerem dokonywała się postprodukcja. Jak powszechnie wiadomo, ostatnią rzeczą, nad którą się zwykle pracuje, są inspiracje do kolekcji. Podobno zajmują się tym ludzie od PR, ale M wywalił mnie z tego etatu, więc jest wakat. Dlatego trzeba było radzić sobie metodą burzy mózgów. Oto więc pierwsze propozycje inspiracji, które wpadły nam do głowy: Marylin Manson: ![]() Marylin Manson przebrany za Sadako: ![]() Tori Amos: ![]() Tori Amos przebrana za Marylina Mansona: ![]() Sadako: ![]() Sadako przebrana za Tori Amos: ![]() I na deser brigitte bardot przebrana za sadako: ![]() Ja osobiście mam też własne, nieco inne refleksje. Oglądałam tę kolekcję już setki razy, ale przed Olowym obiektywem z jakiegoś powodu zaczęłam widzieć ją zupełnie inaczej. Nagle ujrzałam w niej taką głębię, że gdybym nie znała M, może nawet bym uwierzyła w jej istnienie. Kolekcja zaczęła mi się mianowicie kojarzyć z mitologią słowiańską. Proszę bardzo: rusałki: ![]() topielice: ![]() driady: ![]() wodniki ![]() wije: ![]() i szuje: ![]() fot oleg-olga.com Adrianna Kantor /Just models Weronika Małkiewicz/Gaga włosy kajetan góra noszenie bagaży: tablis :* a produkcja JA muncia | 2009-09-02 | skomentuj kuchnia w dniu, w którym skończyła mi się waleriana Kilka lat temu ugrzęzłam na pół roku w Kownie, byłej litewskiej stolicy. Miasteczko może 40-tysięczne, szarobure. Wtedy właśnie odkryłam swoją miłość do fotografii ulicznej, bo skoro zabytki skończyły się po pierwszym tygodniu pobytu, a sklepy i centra handlowe po drugim, z obiektów do oglądania zostali mi tylko ludzie. I zaprawdę, było co podziwiać. Ze zgrozą odkryłam potem, że specyficzny gust Litwinek omawia nawet w osobnym akapicie przewodnik Pascala. Gdybym tylko była bardziej trendy, otworzyłabym wówczas blog o nazwie "kaunasfashion" i europejska kultura streetfashionowa ległaby u moich stóp. A tak, zarobiłam tylko cztery stówki zdjęciem babci w różowym sweterku wpatrzonej ze zgrozą w stadko gotów i kolejne dwie żebraczką z walkmanem.
Ktoś mnie kiedyś do Nan Goldin porównał, dlatego przejęłam się rolą i zaczęłam nadawać zdjęciom przydługie tytuły. Pomna tego światowego trendu, zrobiłam już odpowiednie zdjęcia M. – tak na przyszłość. Jak będzie sławny, zacznę sprzedawać fotografie – "Odbicie M. w lustrze łazienki, w której pierwszy raz się macał z facetem" (po prostu portret). "Wykąpany M. grzebie sobie nożyczkami krawieckimi w paznokciach u nóg" (drugi portret, nożyczki są poza kadrem, ale trup Philippine też), "Pijany M. śpi z głową na cycku Blanki", "M. szykuje się do wyjazdu do Tworek" (moje ulubione – z lalką i główką kapusty), "M. śpi w wannie". World Press Photo będzie moje. muncia | 2009-08-30 | skomentuj przerprowadzki
Mieszkanie, które znaleźliśmy, znajdowało się w odległości tylko dwóch ulic od poprzedniego, a M. nie po to kradł warzywa albo tygodniami żywił się prażonym ryżem, by płacić taksówkarzom. Ubrania wrzuciliśmy więc do worków na śmieci, worki taśmą przymocowywałam do wózka i wędrowałam z nim tam i z powrotem, cztery razy dziennie, w czasie gdy M. przysypiał z nudów w pracy. Potem przychodził, marudził na szefową, siadał ze mną na barowych krzesełkach przy wysokim, stylizowanym na cmentarny granit stoliku (w starym mieszkaniu kuchnia była raczej luksusowa), i pożeraliśmy prosto z garnka nieobrane ziemniaki. A potem M. brał się za ciężary. Dzień po dniu, rozkręcał więc i transportował szafki, deski, książki, a potem mężnie przyznał się do porażki, kiedy przyszło do luster. Były to dwie wielkie, ciężkie jak jasna cholera, nie obramowane płyty o ostrych krawędziach i powierzchni zbliżonej do metra kwadratowego każda, nieporęczne i niebezpieczne, więc po krótkiej debacie wyrzuciliśmy je do śmietnika już pod starym mieszkaniem. Ale trafiły dokładnie tam, skąd parę miesięcy temu do nas przyszły, więc strata nie była dotkliwa. Na koniec został miękki, czerwony fotel, także zgarnięty ze śmieci. Meble mieliśmy tylko z Ikei i śmietników. muncia | 2009-08-24 | skomentuj |
księga gości 2009 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj 2008 grudzień październik wrzesień |